1. Zaproszenia
  2. Informacje
  3. Kalendarz imprez
  4. Oferty pobytowe 2017
next
prev
Polish Czech English German Italian Russian Slovak

Legendy

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

tapeta góralska Legenda

Dawno, dawno temu tereny dzisiejszego Szczyrku były jeszcze rzadko zasiedlone, a przez środek kotliny płynęła Żylica odbijając się od brzegu do brzegu i tworząc teren kamieńca. Przybysze mieszkali po zboczach gór i na polanach w wybudowanych chałupach dymnych.

Wysoko w górach, na polanie zwanej Podmagurą, oraz na innych okolicznych polanach, mieszkali i gospodarzyli ludzie. Zajmowali się rolnictwem, wypasem bydła, a niejednokrotnie pracowali przy wyrębie lasów. Na jednej niewielkiej polance, na południowym stoku Magury, mieszkał wraz z żoną Bartosz, który jednak niedługo cieszył się pożyciem ze swą Katarzyną. Umarła ona w młodym wieku zostawiając bezdzietnego Bartosza na łaskę bożą.

Bartosz był wzrostu małego i chodził przygarbiony. Wszyscy nazywali, więc go Bartosik, albo Bartosicek. Bartosik mając skromniutką gowiedź, kozę, owce i barana, żył sobie samotnie będąc samowystarczalnym, bo przecież niewiele trzeba było pojedynczej osobie. Bartosz latem utrzymywał kontakty z ludźmi z sąsiednich polan, zaś zimą siedział w chałupie wraz ze swymi zwierzątkami, w tym: z burym kotem i kudłatym psem Burkiem, pilnującym obejścia. I tak mijały lata, a Bartosicek z roku na rok był starszy i słabszy, aż dożył sędziwego wieku.

W jedną mroźną i śnieżną zimę nie wysuwał nosa za próg chaty, bo i po cóż? Zwierzątka były w jednym rogu izby, a w drugim był barłóg. Stały tam: zbita z baranimi skórami, ława, prymitywny stół i skrzynia, w której przechowywał porządniejsze wałaskie ubranie, kierpce, odświętny kapelusz i resztę odzienia po nieboszczce Katarzynie. Był też tam jakiś zwitek papierów, ale czego one dotyczyły, wiedział tylko sam gospodarz. Na ścianie był święty obrazek, a na kołkach wisiały różne naczynia domowe i gospodarskie z wypalanej gliny i z drewna. Na środku było palenisko, gdzie w kociołku warzono strawę, a dym z ogniska poprzez dziurę w dachu wychodził z chałupy. Przy ognisku stał pnioczek służący do rąbania drewna, oraz do siedzenia przy ognisku. Na zewnątrz stały córki ze ścielą, a wejście było ogacone choiną, by tak łatwo zimno nie wchodziło do izby.

W tę mroźną i śnieżną zimę zawieje zasypały chałupę Bartosza. Zasypały grubą warstwą śniegu i okno, i ogacone wejście i dymną dziurę w dachu. Wciąż sypiący od stycznia do marca śnieg wyrównał teren, że śladu nie było po chacie. Nie unosił się dym, a i żadne z leśnych zwierząt nie odwiedzało tej okolicy.
Kiedy nadeszła wiosna i słonko mocniej przygrzało, śnieg z wolna zaczął topnieć. W połowie kwietnia chatka Bartosicka wyszła ze śniegu, Wtedy dopiero sąsiedzi z pobliskich polan zainteresowali się losem gospodarza, gdyż nie widzieli dymu, jak również nie zauważyli oznak życia w tej okolicy. Kiedy gospodarze zaglądnęli do środka przez maleńkie okienko, zauważyli w ciemnościach niektóre przedmioty znajdujące się w izbie. Poprzez ogacone wejście dostali się do chałupy i zapaliwszy szczypy, zauważyli martwe i zamarznięte zwierzątka leżące w jednym rogu, wygaszone od dawna ognisko, a na barłogu zwinięte w kłębek ciało Bartosza, który również zamarzł w czasie panujących mrozów.

Bartosicka pochowano w mogile pod lasem, a zwierzątka zakopano z tyłu za chałupą. Łąkę przejęli wraz z chatą dalecy krewni, nazywając to miejsce Łąką Bartosicka. Jak powiadali starzy ludzie, często w nocy widywano tam starego Bartosza, który w swoim wałaskim odzieniu, siedząc na pniocku przy ognisku, kurzył cybucha, a kiedy powracał dzień, postać znikała. Z upływem lat zapomniano o całej tej historii, tylko łąka zachowała swoją dawną nazwę i do dzisiaj nazywa się Bartosicka.

Artykuł z Gazety Szczyrkowskiej autorstwa Mariana Koniora

Ostatnio zmieniany środa, 09 maj 2012 09:43

pozyczka