Polish Czech English German Italian Russian Slovak

Legendy

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

tapeta góralska Legenda

Dawno, dawno temu tereny dzisiejszego Szczyrku były jeszcze rzadko zasiedlone, a przez środek kotliny płynęła Żylica odbijając się od brzegu do brzegu i tworząc teren kamieńca. Przybysze mieszkali po zboczach gór i na polanach w wybudowanych chałupach dymnych.

Wysoko w górach, na polanie zwanej Podmagurą, oraz na innych okolicznych polanach, mieszkali i gospodarzyli ludzie. Zajmowali się rolnictwem, wypasem bydła, a niejednokrotnie pracowali przy wyrębie lasów. Na jednej niewielkiej polance, na południowym stoku Magury, mieszkał wraz z żoną Bartosz, który jednak niedługo cieszył się pożyciem ze swą Katarzyną. Umarła ona w młodym wieku zostawiając bezdzietnego Bartosza na łaskę bożą.

Bartosz był wzrostu małego i chodził przygarbiony. Wszyscy nazywali, więc go Bartosik, albo Bartosicek. Bartosik mając skromniutką gowiedź, kozę, owce i barana, żył sobie samotnie będąc samowystarczalnym, bo przecież niewiele trzeba było pojedynczej osobie. Bartosz latem utrzymywał kontakty z ludźmi z sąsiednich polan, zaś zimą siedział w chałupie wraz ze swymi zwierzątkami, w tym: z burym kotem i kudłatym psem Burkiem, pilnującym obejścia. I tak mijały lata, a Bartosicek z roku na rok był starszy i słabszy, aż dożył sędziwego wieku.

W jedną mroźną i śnieżną zimę nie wysuwał nosa za próg chaty, bo i po cóż? Zwierzątka były w jednym rogu izby, a w drugim był barłóg. Stały tam: zbita z baranimi skórami, ława, prymitywny stół i skrzynia, w której przechowywał porządniejsze wałaskie ubranie, kierpce, odświętny kapelusz i resztę odzienia po nieboszczce Katarzynie. Był też tam jakiś zwitek papierów, ale czego one dotyczyły, wiedział tylko sam gospodarz. Na ścianie był święty obrazek, a na kołkach wisiały różne naczynia domowe i gospodarskie z wypalanej gliny i z drewna. Na środku było palenisko, gdzie w kociołku warzono strawę, a dym z ogniska poprzez dziurę w dachu wychodził z chałupy. Przy ognisku stał pnioczek służący do rąbania drewna, oraz do siedzenia przy ognisku. Na zewnątrz stały córki ze ścielą, a wejście było ogacone choiną, by tak łatwo zimno nie wchodziło do izby.

W tę mroźną i śnieżną zimę zawieje zasypały chałupę Bartosza. Zasypały grubą warstwą śniegu i okno, i ogacone wejście i dymną dziurę w dachu. Wciąż sypiący od stycznia do marca śnieg wyrównał teren, że śladu nie było po chacie. Nie unosił się dym, a i żadne z leśnych zwierząt nie odwiedzało tej okolicy.
Kiedy nadeszła wiosna i słonko mocniej przygrzało, śnieg z wolna zaczął topnieć. W połowie kwietnia chatka Bartosicka wyszła ze śniegu, Wtedy dopiero sąsiedzi z pobliskich polan zainteresowali się losem gospodarza, gdyż nie widzieli dymu, jak również nie zauważyli oznak życia w tej okolicy. Kiedy gospodarze zaglądnęli do środka przez maleńkie okienko, zauważyli w ciemnościach niektóre przedmioty znajdujące się w izbie. Poprzez ogacone wejście dostali się do chałupy i zapaliwszy szczypy, zauważyli martwe i zamarznięte zwierzątka leżące w jednym rogu, wygaszone od dawna ognisko, a na barłogu zwinięte w kłębek ciało Bartosza, który również zamarzł w czasie panujących mrozów.

Bartosicka pochowano w mogile pod lasem, a zwierzątka zakopano z tyłu za chałupą. Łąkę przejęli wraz z chatą dalecy krewni, nazywając to miejsce Łąką Bartosicka. Jak powiadali starzy ludzie, często w nocy widywano tam starego Bartosza, który w swoim wałaskim odzieniu, siedząc na pniocku przy ognisku, kurzył cybucha, a kiedy powracał dzień, postać znikała. Z upływem lat zapomniano o całej tej historii, tylko łąka zachowała swoją dawną nazwę i do dzisiaj nazywa się Bartosicka.

Artykuł z Gazety Szczyrkowskiej autorstwa Mariana Koniora

Ostatnio zmieniany środa, 09 maj 2012 09:43

pozyczka